Piesza Pielgrzymka do Trzebnicy [18 X 2015]


Pielgrzymkowe świadectwo Oli - Warto przeczytać!

Pielgrzymka zakończyła się uroczystą mszą na terenie Sanktuarium Świętej Jadwigi w Trzebnicy. Sama droga nie była dla mnie łatwa, prosta i przyjemna. Długi czas musiałam walczyć ze sobą samą, żeby iść do przodu, żeby nie narzekać, żeby się nie poddać. Jednak to właśnie dzięki tym przeszkodom, które musiałam pokonać cała pielgrzymka ma dla mnie tym większe znaczenie. Do Trzebnicy szłam z konkretną, ważną dla mnie intencją. Cały czas towarzyszyli mi ważni dla mnie ludzie, bez których nie dałabym rady i to wiem na pewno. Z całą pewnością nie był to czas stracony i jeśli nigdy nie byłeś na takim wydarzeniu to po prostu idź. Nie zastanawiaj się za bardzo po co ani dlaczego. Odpowiedzi przyjdą w drodze do Trzebnicy.

Trzeci etap był chyba najbardziej zajmujący zważywszy na to, że musieliśmy pokonać spory odcinek zabłoconego pola, gdzie najbardziej trzeba było uważać na to, żeby się nie poślizgnąć. Na tym odcinku było dość spokojnie, każdy kto chciał mógł powiedzieć świadectwo reszcie grupy, a ja dopiero na tym etapie zorientowałam się, że na pielgrzymce wszyscy są braćmi i siostrami. Był to ostatni odcinek, gdzie już nie mieliśmy nawet siły rozmawiać ze sobą, ale dzięki temu można sobie wiele spraw przemyśleć i pobyć ze sobą samym, mimo tylu braci i sióstr dookoła. Jest to o tyle ciekawe, że tak naprawdę każdy może się w takim tłumie odnaleźć. I tak kontemplując i rozmyślając nie wiadomo kiedy minęliśmy zielony znak z napisem „Trzebnica”. Jesteśmy na miejscu.

Druga część trasy przynosi dość radykalną zmianę. Od początku nie idę sama ale chyba dopiero teraz zaczynam to zauważać. Jestem częścią tej ogromnej liczby ludzi i każdy z nas ma ten sam cel, chociaż różne intencje. Słuchamy konferencji o kryzysach wiary i mimo że nie pamiętam kto ją wygłaszał, to pamiętam jakie wywarła na mnie wrażenie i jak podsyciła do dalszego wysiłku. Każdy kolejny krok przybliżał nas do celu a ja już nie chciałam tak bardzo wracać. Nie chodzi o to, że nagle mi się odwidziało, że nagle ze śpiewem na ustach chciałam biec do Trzebnicy. Nie, to był długotrwały proces, który ciągnął się przez wiele kilometrów, ale po prostu negatywne uczucia powoli jakoś schodziły na dalszy plan. Śmiech zastąpił złość, muzyka zastąpiła zmęczenie. Zmęczenie, które oczywiście doskwierało coraz bardziej, ale nie było dojmujące, chowało się trochę za pieśniami, które śpiewaliśmy i tak aż do drugiego przystanku.

Trzebnicka Pielgrzymka była moją pierwszą tak długą pielgrzymką w życiu. Wrażenia? Piąta rano, ciemno, zimno, głodno, mnóstwo ludzi, tłum, co ja tu robię!? Kilka chwil później wcale nie było lepiej. Ciągle idziemy ulicami Wrocławia, co to za atrakcja? Muzyka z głośnika, który ktoś dźwiga na plecach tuż obok mnie gra tak głośno, że aż mnie zatyka. Jestem po prostu zła i chcę wracać do domu, do ciepłego łóżka, do kubka gorącej herbaty. Sytuacja jest wciąż taka sama aż do pierwszego postoju, gdzie zaczyna padać deszcz, gdzie dalej jest zimno, gdzie jest mnóstwo ludzi. Jednak mimo wszystko idę dalej. Narzekam ale coś ciągnie mnie w dalszą drogę, coś nie pozwala mi odpuścić, coś każe po prostu iść. Więc idę.