Sylwester w górach [30 XII 2013 - 01 I 2014]


Stygmatykowy wyjazd sylwestrowy zaczął się 30. grudnia. Prawie 20 osób zabrało się do słynącego z tradycyjnych koronek Koniakowa. Nie było łatwo dotrzeć do naszego noclegu, ale dzięki umiejętnościom kierujących samochody uniknęły uszkodzeń;) Po zostawieniu rzeczy od razu ruszyliśmy na trasę. Naszym celem była wieża widokowa na Baraniej Górze, której szczyt (1220 m n.p.m.) przywitał nas bardzo wietrzną aurą. Z jej kopulastego wierzchołka (najwyższego w Beskidzie Śląskim) udało nam się dostrzec Tatry, Babią Górę i Pilsko. Część drogi powrotnej szliśmy już po zmroku, świecąc sobie nawzajem czołówkami. Po emocjonującej trasie z wielkim apetytem zjedliśmy kolację, a po niej usiedliśmy wspólnie do modlitewnych rozważań. Wręczyliśmy też prezent Michałowi, który obchodził tego dnia urodziny – ulubioną chałwę i ręcznie robioną książeczkę z życzeniamiJ. Wieczorem czekał nas dalszy ciąg wrażeń – zażarta walka w kalamburach. Czy umielibyście pokazać hasło „uzurpator” albo „przywilej”? :D

Drugiego dnia wyjazdu również udaliśmy się w góry, choć w nieco okrojonym składzie, bo trasa z poprzedniego dnia dała nam w kość :). Wpierw dotarliśmy do klimatycznego schroniska „Na Przełęczy Przegibek” - miało prawdziwy górski charakter i świetnie jadło się tam kanapki ;). Naszym następnym celem była Bendoszka Wielka (1144 m n.p.m.), a po niej ukoronowanie wycieczki – Wielka Rycerzowa. Tam wykonaliśmy rekordowego, trzynastoosobowego, zimowego „tygryska”. Pewnie nie wiecie, na czym polega „tygrysek”;) Żeby go zrobić, trzeba ustawić się grupą ludzi jeden za drugim i iść razem w jednym tempie. Ostatnia osoba, z tyłu kolejki przewraca się i łapie za nogi (na wysokości łydek) osobę przed sobą, a ta następną itd. W ten sposób powstaje zwinne, ludzkie „domino”. Z Rycerzowej zbiegliśmy po ośnieżonym stoku na Halę Rycerzową.

Po powrocie do naszego domku Brat odprawił dla nas Mszę Świętą, w której dziękowaliśmy za cały mijający rok. Później rozpoczęły się przygotowania do zabawy: przebieranie, malowanie etc.;) Kiedy dziewczyny były już gotowe, zaczęliśmy Były tańce integracyjne, grupowe i wspaniałe figury wykonane w parach. W międzyczasie mogliśmy podjadać domowe przysmaki, przygotowane przez naszych gospodarzy. Zabawa była naprawdę świetna, a parkiet nie pozostawał pusty ani na chwilę.

Kiedy odespaliśmy noc sylwestrową, poszliśmy do muzeum koronek w Koniakowie. Tam poznaliśmy historię tego rękodzieła i kupiliśmy miejscowe wyroby. Wróciliśmy na obiad złożony z pysznych, domowych dań zrobionych przez panią gospodynię. Zawładnęła nami atmosfera Beskidu Śląskiego, jego gościnności i tradycji, dlatego z ociąganiem spakowaliśmy się i wróciliśmy do Wrocławia. Ostatnim sylwestrowym akcentem był spontaniczny taniec wykonany na mijanej stacji benzynowej :). Czekamy na następne tak klimatyczne, wspólne wyjazdy.